Recenzja książki „Lekkość” Ania Starmach

Ostatnio natknęłam się na książkę słynnej już Ani Starmach, której poprzednie pozycje cieszyły się sporym zainteresowaniem, a sama autorka zyskała sympatię wielu z nas. Z tego też powodu  z wielką ochotą sięgnęłam po jej najnowszą publikację o tytule „Lekkość”. Już sam tytuł zdradza, że przepisy będą lżejsze od poprzednich. Dodatkowo zachęcił mnie opis, w którym autorka opisuje, jak ogromnie ważny jest dla niej smak potraw, z którego nie byłaby w stanie za żadne skarby świata zrezygnować (to podobnie, jak ja, pomyślałam!:) . Dla własnego zdrowia postanowiła jednak zamknąć się w kuchni, kombinować, mieszać, próbować i w końcu wydać swoje przepisy w lekkiej wersji. Na co liczyłam? Na książkę ze smacznymi przepisami w lekkiej wersji, bez smalcu, tony masła, cukru i bitej śmietany. Zaczynamy recenzję!



Zacznę od pozytywnych stron. Niewątpliwym plusem książki jest jej ładne, estetyczne wydanie, zdjęcia, podział treściowy. Znajduje się tutaj kilka (niestety dosłownie kilka!) nowych wg mnie przepisów, niepodobnych do tych, z którymi większość z nas już się opatrzyła. I tak oto zakończyłam mówienie o tym, co moim jest zdaniem „na plus” książki.

Ku mojemu zdziwieniu pozycja ta jest łudząco podobna do innych tego typu na rynku … przepisy i sposób podania wręcz dosłownie powtarzają się (np. owsianka, granola, zupa krem, hummus itp… ), to wszystko już było... Ale ok, nie czepiam się, przecież sposobów robienia owsianki, czy zupy krem jest wiele i może właśnie ten przepis akurat komuś szczególnie zasmakuje… To, co niestety najbardziej negatywnie mnie zaskoczyło to wkradające się co jakiś czas opisy w stylu pamiętnika, w których autorka opisuje, jak było jej na początku trudno wprowadzać zmiany w swojej kuchni i życiu…, tak jakoś bardziej w stylu poradnika - pamiętnika, niż lekkiej książki kucharskiej, na co liczyłam. Dodatkowo, zbędnym moim zdaniem elementem książki jest dodatek z ćwiczeniami trenerki Ani, który jeszcze bardziej podkreśla jej poradnikowy charakter. Nabrała ona przez to stylu „jak schudnąć”. Myślę, że była to nieudolna próba nadania jej „profesjonalnego, treningowo - dietetycznego” charakteru, a przecież czytelnicy nie tego oczekują od Ani J, tak mi się przynajmniej wydaje.

Podsumowując, rozczarowałam się. Znając poprzednie książki autorki, liczyłam po prostu na pyszne, lekkie przepisy w stylu Ani, a okazało się, że książka jest zwyczajnym poradnikiem „schudnij i ćwicz ze mną”. Nie o to mi chodziło.
Czy polecam? Myślę, ze osoby, które są „zupełnie zielone” w temacie zdrowego odżywiania mogą być zadowolone, jednak jeśli podobnie jak ja, od dawna kochacie gotowanie w zdrowym stylu, zaręczam, że wszystkie te przepisy (lub zdecydowaną większość) już widzieliście i dobrze znacie. Książka na pewno nie jest warta ceny 35 złotych, jeśli więc kusi Was jej zakup, szukajcie promocji.

Mieliście już styczność z „Lekkością” Ani Starmach?
Jakie macie zdanie? Zgadzacie się ze mną, czy może wręcz przeciwnie?
Jakie książki z przepisami polecacie? Zarówno te bardziej, jak i mniej zdrowe;)



Pozdrawiam,
Martynika

7 komentarzy:

  1. bardzo lubię Anię, wydaje się być taka pozytywna :)
    muszę gdzieś dorwać tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo bardzo ją lubię:), Dlatego książkę zakupilam, a że oczekiwania miałam nieco inne... cóż! Ciekawa jestem Twojej opinii, jak już kupisz!

      Usuń
  2. Ładne zdjęcia, ale czym są same zdjęcia bez ciekawej treści? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładne zdjęcia zawsze w cenie;), wiadomo! Jest kilka fajnych przepisów, ale nie powala niestety.

      Usuń
  3. Prawdopodobnie autorka chciala posurfowac na tej fali poradnikowej, bo wiele osob szuka takich porad, a jednoczesnie rozszerzyla zasieg ksiazki o cwiczenia, by dotrzec do dodatkowych osob i pewnie sprzedac wiecej. A zdjecia rzeczywiscie sa ladne w tej ksiazce. A to tez duzy plus. Ciekawa jestem co sadzisz o fotografii kulinarnej, bo ja zanim nie zaczelam robic fotki kulinarne, nie zdawalam sobie sprawy ile trzeba sie przy tym nagimnastykowac i nakombinowac. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że po prostu wykorzystuje modę, panującą obecnie, przejętą z USA na wszelkiego rodzaju poradniki, dziś każdy chce zarobić swoje, więc nie ma się co dziwić.Choć ja się zdziwiłam, bo miałam inne oczekiwania:)
      Zdjęcia piękne - chyba żadna obecnie wydawana pozycja kulinarna nie pozwoli sobie na brzydkie zdjęcia - i tu właśnie zasługa blogów w wysokim postawieniu poprzeczki:D. Co do zdjęć kulinarnych, nigdy nie przypuszczałam, że przeciętnie dobre zdjęcia to aż taka gimnastyka! Nie mówiąc o tych naprawde dobrych - mogę godzinami oglądać.
      Założenie bloga pokazało mi jakie to trudne zadanie, wymagające NIEPRZERWANEJ nauki:). Mam tak, że zrobię zdjęcia, wybiorę, nawet opublikuję (tutaj następuje moment samozachwytu!), a kilka dni później chłodnym spojrzeniem oceniam, że jednak są ... baznadziejne;P, dużo pracy przede mną. Pozdrawiam, Martyna

      Usuń
  4. Nie czytałam tej książki :) Ale Anne lubie :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 by Koneserka Zdrowia