Deser Monte - zdrowy przepis

Deser Monte - zdrowy przepis

Monte to jeden z tych deserów- rarytasów z dzieciństwa, po których zjedzeniu zawsze patrzyliśmy z bratem na siebie jednoznacznym spojrzeniem - "tak, chcemy jeszcze jedno opakowanie" :P.

Wtedy niestety (przypuszczam, że z uwagi na cenę, bynajmniej świadomość żywieniową!), a teraz z perspektywy na szczęście (dla naszego zdrowia!) rodzice kupowali nam Monte bardzo, bardzo rzadko. Kubeczki były małe, zawsze szybko się kończyły, a my oczywiście chcieliśmy jeszcze! Dlaczego nikt z domowników nie wpadł na to, by spróbować "podrobić" ten smak samemu? Chyba dlatego, że nie była Instagrama.... nie ważne:P

Upodobanie do kremowo- czekoladowo- orzechowego połączenia smakowego zostało w mojej głowie do dziś. Czyżby w Waszej też....? Powiedzcie, że tak... :)

O składzie słynnego kupnego deserku nawet nie wspominam... od dawien dawna takich rzeczy nie jadam i nawet nie mam zamiaru pokazywać ich mojemu dziecku... Dlatego jako "ta idealna matka" troszcząca się o kształtowanie dobrych nawyków żywieniowych mojego dziecka (swoich i męża też przy okazji!) kombinuję zdrowsze opcje.

Dziś zainspirowałam się przepisem Agnieszki , zmodyfikowałam, podrasowałam "pod mój smak" i tak oto prezentuję Wam:


Domowe MONTE - deser dzieciństwa

zdrowe monte


  • 1 duży jogurt grecki
  • 3-4 łyżki zmielonych orzechów laskowych
  • 3 łyżki syropu klonowego lub z syropu z agawy/ daktylowego
  • ekstrakt waniliowy (domowy)
  • szczypta suszonej wanilii
  • 3 łyżki kakao
  • orzechy laskowe - garść lub dwie (zmielić część, zostawić kilka do dekoracji)

  1. Jogurt grecki dzielimy na pół, będziemy przygotowywać warstwę jasną i ciemną.
  2. Warstwa jasna, słodsza: mieszamy jogurt ze słodzidłem (2 łyżki) i  ekstraktem waniliowym i wanilią.
  3. Warstwa ciemna, mniej słodka: mieszamy jogurt ze słodzidłem (1 łyżka) , kakao i zmielonymi orzeszkami laskowymi.
  4. Przelewamy naprzemiennie obie warstwy do naczynia, dekorujemy.
fit deser monte

jak zrobić monte w domu



Smacznego!



A jakie znane, kupne deserki Wy przerabiacie na zdrowsze we własnej kuchni?


Pozdrawiam,
Martyna
Czego nie można jeść w ciąży - mity

Czego nie można jeść w ciąży - mity

Kiedy tylko zaszłam w ciążę numer jeden zewsząd posypały się rady (o które de facto wcale nie prosiłam!), czego to ja na NIE POWINNAM jeść...

Z perspektywy czasu, gdy o tym myślę, dziwne wydaje mi się, że od nikogo nie usłyszałam co właśnie powinnam jeść, bo to będzie mi służyło... Wszyscy jak jeden mąż skupiali się na zakazach... Też tak miałyście? Czy to tylko moje spostrzeżenie???


czego nie można pić w ciąży



I tak oto zasiadłam ja -  przyszła matka polka zdrowo żyjąca, przed komputerem i zadałam tytułowe pytanie wujkowi googlowi...
Im bardziej zgłębiałam temat, tym bardziej przekonywałam się, że nie powinnam jeść NIC... bo jednej takiej zaszkodziło to, a innej tamto... któraś z kolei "słyszała od córki koleżanki teściowej, że..." i tak dalej i tak dalej... Kiedyś zabobony powtarzano "pocztą pantoflową", dziś rolę przejęły fora internetowe...


zakazane w ciąży


Jakich więc absurdalnych porad nasłuchałam się, co do jedzenia w ciąży?
Dodam, że wszystkie poniższe produkty zweryfikowałam w rozmowach z moimi lekarzami i położnymi.

NIE PIJ / NIE JEDZ MALIN

Ta rada została mi udzielona, gdy złapałam jakieś przeziębienie i oczywiście leczyłam się domowymi specyfikami typu soczek malinowy, bo oczywiście jeśli chodzi o popularne farmaceutyki, mamy ograniczone pole... wiadomo.

Miałam nie pić soku malinowego, nie jeść malin "za dużo" (co to w ogóle znaczy?!?), bo to niby przyspieszy poród..., najlepiej w ogóle ich nie dotykać, tak na wszelki wypadek...

Oczywiście informacja okazała się nieprawdziwa. Ci, którzy "doradzali" byli zwyczajnie niedoinformowani... Bo nie chodzi o owoce malin, które można spożywać do woli, ale o liście malin, które stosuje się do sporządzania naparu pod koniec ciąży, by pobudzić macicę do skurczów...
Ot, taka mała różnica... owoce, czy liście - żadna... a Ty kobieto ciężarna męcz się i profilaktycznie lepiej nie jedz.... 

NIE JEDZ JAJKA NA MIĘKKO, BO DOSTANIESZ SALMONELLI

Zacznijmy od tego, jak możemy zarazić się salmonellą? Przez kontakt ze skorupką jaja zanieczyszczoną zarażonym kałem... I prawdą jest, że już przez sam kontakt z jajem, jest szansa zarażenia. Wystarczy jajka dobrze umyć / sparzyć, zanim zabierzemy się za obróbkę. A to, czy zjemy je na miękko, twardo czy jeszcze inaczej nie ma żadnego wpływu na zakażenie.

Dodam tutaj, że jajka są bombą zdrowia. Mówi się przecież, że jaja to życie! Prawda jest taka, że to właśnie jaja na miękko są najbardziej odżywcze, bo nie "zabijamy" wartości odżywczych w żółtku, jak w przypadku gotowania na twardo.

NIE PIJ KAWY

Nadmiar kofeiny szkodzi - to oczywiste, bez względu na to, czy jesteśmy w ciąży, czy nie.
Wszystko zależy od tego, jak na kawę reagujemy. Ja jestem niskociśnieniowcem i każdego dnia dobra, naturalna kawa to ważny punkt dnia! A jak mój lekarz skomentował, gdy zapytałam o kawę w ciąży? 
Cytat: "Najważniejsze, żeby się Pani dobrze czuła, chyba lepiej podwyższać ciśnienie w ten sposób, niż lekami, albo żeby głowa Panią bolała..." - i tego się trzymam!

NIE JEDZ SERÓW PLEŚNIOWYCH

Nigdy nie zapomnę spojrzenia mojego lekarza, gdy go o to zapytałam... Oświecił mnie wtedy, że sery z popularnych marketów, w których robimy zakupy robione są z mleka pasteryzowanego, a to wszystko wyjaśnia... A pleśń, którą tak straszą wokół? Nie jest szkodliwa, podobnie jak bakterie w kefirach, maślankach itp... Byłam szczęśliwa, gdy to usłyszałam, bo sery pleśniowe uwielbiam!

NIE JEDZ NICZEGO OSTREGO

I tutaj zacytuję Wam komentarz mojego lekarza: "A co z kobietami w Indiach, Meksyku...one rodzą zdrowe dzieci i ciągle jedzą bardzo pikantnie...niech Pani już nie wymyśla, tylko jak lubi, to je, a jak nie to nie" ... O więcej nie pytałam :P

NIE JEDZ SUSHI

I znowu w tym przypadku - jakaś zasłyszana informacja. Ktoś COŚ usłyszał, ale do końca sam nie wie o co chodzi i bezmyślnie powtarza dalej... 
Chodzi tylko i wyłącznie o jeden składnik sushi - surową rybę... Bo surowizny w ciąży bezapelacyjnie spożywać nie można (salmonella, listeria, ecoli...). Ale przecież można zamówić sushi z rybą smażoną/ pieczoną, albo wegetariańskie i  problem z głowy;)

To chyba wszystkie porady, które usłyszałam będąc w ciąży. Na szczęście poszłam po rozum do głowy i nie wierzyłam w nie bezmyślnie, tylko zweryfikowałam. 
Wszystkie powyższe produkty spożywałam, urodziłam zdrowe dziecko i ogólnie - żyjemy!


Czy Wy też odnosicie takie wrażenie, że w naszym kraju istnieje jakiś mit, że kobieta ciężarna powinna ze wszystkiego rezygnować "tak na zaś". Zaczynając na jedzeniu, a na różnych aktywnościach kończąc...

Jakie są Wasze doświadczenia?


Pozdrawiam,
Martyna
Domowy antybiotyk i tabletki na gardło z tego, co znajdziesz w kuchni

Domowy antybiotyk i tabletki na gardło z tego, co znajdziesz w kuchni

Chorować nikt z nas nie lubi, to sprawa oczywista. 
Od kiedy zaczęłam wdrażać zasady zdrowego stylu życia w codzienność, przeniosło się to również na kwestię leków i suplementów, których składy w miarę możliwości analizuję. Zawsze zastanawiam się czy dany, reklamowany chemiczny "cud" z apteki nie uda się odnaleźć gdzieś w naturalnych produktach... 

Dziś chciałabym zaprezentować Wam dwa przepisy - jeden na mocną miksturę - naturalny domowy antybiotyk i drugi - domowe tabletki na gardło, których tak naprawdę nie trzeba w żaden sposób przygotowywać.

domowy antybiotyk


Najlepszy naturalny antybiotyk


Czego potrzebujemy?
  • miód naturalny dobrej jakości (najlepiej lipowy lub gryczany)
  • czosnek (byle nie ten pochodzący z Chin)
  • pieprz cayenne
  • cynamon
  • imbir
  • sok z cytryny



Jak to zrobić?

Ręcznym blenderem miksujemy na pastę: 1 duży ząbek czosnku, 2 łyżeczki świeżo startego imbiru, pół łyżeczki pieprzu cayenne, pół łyżeczki cynamonu, pół filiżanki soku z cytryny, 2 łyżeczki miodu

*Jeśli pasta ma być przeznaczona dla dzieci, to naturalnie rezygnujemy z pieprzu cayenne i dodajemy o połowę mniej imbiru

W okresie infekcji popijamy taką miksturę 3-4 razy dziennie. Można przechowywać w słoiczku w lodówce.

*na zdjęciu pasta jeszcze nie wymieszana z miodem - dla wizualnego efektu, po wymieszaniu jest jednolita i nie rozwarstwia się

Domowe tabletki na gardło

Tym sposobem podzieliła się ze mną moja mama, która z kolei dostała go od swojej znajomej.
Początkowo obie podeszłyśmy sceptycznie, jednak przy pierwszym bólu gardła postanowiłyśmy go wypróbować i ku naszemu zdziwieniu okazało się, że działa;)

Wystarczy pokroić korzeń imbiru na bardzo cieniutkie plasterki, położyć na języku i ssać, by odkażać gardło. Ważne, by plasterki były bardzo cienkie, bo inaczej można lekko wypalić sobie język...


domowy sposób na ból gardła


Ciekawa jestem czy któryś z przepisów znacie, a może podzielicie się własnymi?

Pozdrawiam,
Martyna
Srebrna łyżeczka - działa jak naturalny antybiotyk?

Srebrna łyżeczka - działa jak naturalny antybiotyk?

Srebrna łyżeczka jest częstym upominkiem dla dzieci z okazji chrztu. Czy wiecie, że prezent ten jest symbolem zdrowia? Okazuje się, że możemy go wykorzystać nie tylko w celach pamiątkowych, ale też zdrowotnych.

srebro koloidalne zdrowie


Już jakiś czas temu zainteresowałam się srebrem koloidalnym - naturalnym antybiotykiem, który jest nietoksyczny i nie zaburza naturalnej dobroczynnej flory jelitowej. Co ciekawe nie stwierdzono, by mikroorganizmy chorobotwórcze uodparniały się na jego działanie. Jednym słowem srebro koloidalne to cudowna substancja, o której niewiele się mówi, a o to już szczególnie dbają o to firmy farmaceutyczne... Jeśli macie ochotę poczytać więcej na temat srebra, odsyłam Was do stron TUTAJ TUTAJ i TUTAJ .

Srebro jest metalem szlachetnym i jego właściwości potrafiono docenić już w starożytności, kiedy przechowywano mleko lub wodę w srebrnych naczyniach, albo wrzucano srebrną monetę do naczynia, by przedłużyć trwałość i świeżość.
Arystokracja podczas epidemii dżumy dawała swoim dzieciom srebrne łyżeczki do ssania i sama spożywała posiłki srebrnymi sztućcami, by uchronić się przed chorobami.

Dziś stosuje się roztwory srebra koloidalnego do odkażania ran, leczenia opryszczki, czy ropiejących oczu.
Srebro koloidalne możemy kupić lub samodzielnie wytworzyć w domowym zaciszu (potrzebny jest sprzęt, który dostępny jest w internecie), albo też podobnie jak ja, stosować w "wersji delikatnej" przy użyciu łyżeczki ze srebra. 

To tyle dla wstępu:)


Jak więc ja wykorzystuję srebrną łyżeczkę?

na odporność


Dodam, że nie spożywamy w domu posiłków srebrnymi sztućcami, jak arystokracja ;)

Otóż codziennie wieczorem, w sezonie jesienno - zimowym przygotowuję dla całej rodziny napój który spożywamy na czczo. Do szklanek nalewam przegotowaną wodę, miód i pyłek pszczeli. Miód nabieram właśnie srebrną łyżeczką, którą zostawiam w szklance na całą noc, by mogła "oddać wodzie" swoje niesamowite właściwości. Rano mieszam, łyżeczkę wyjmuję i dodaję sok z cytryny. To taki nasz eliksir na odporność.


Ciekawa jestem czy słyszeliście o dobroczynnym działaniu srebra jako naturalnego antybiotyku?

Co sądzicie o opisanym przeze mnie zastosowaniu srebrnej łyżeczki? 


Pozdrawiam,
Martyna
"Zioła dla zdrowia dzieci" - recenzja książki

"Zioła dla zdrowia dzieci" - recenzja książki

W moim przypadku pierwszy krok w kierunku zdrowego odżywiania pociągnął za sobą zainteresowanie się naturalnym leczeniem. Nasiliło się to szczególnie, gdy moje dziecko zaczęło łapać pierwsze infekcje...
Zależało i zależy mi, żeby nie faszerować jej (i siebie) apteczną chemią i budować odporność możliwie naturalnie. Chciałam skupić się na ziołach, naturalnych produktach o ukrytej mocy;)

Nie ukrywam, że w momencie desperacji, gdy trzeba było działać szybko, ostatnią rzeczą, o jakiej myślałam było sprawdzanie działania i dawkowania ziół, albo sporządzanie z nich syropków itp... Wertowanie internetu w momencie, gdy trzeba działać to nie najlepszy pomysł...

Ostatecznie bazowałam na szybkim syropie z cebuli, czosnku i miodu, który zna z dzieciństwa chyba każdy z nas... ewentualnie inhalacjach i właściwie na tym kończyło się moje zainteresowanie ziołami.

Niedawno natrafiłam na książkę Zbigniewa Nowaka "Zioła dla zdrowia dzieci" i szczerze się nią zachwyciłam! Okazuje się, że równie szybko, jak wspomniany syrop z cebuli, można sporządzić ogrom innych domowych specyfików. Potrzebujemy jedynie gotowych, sprawdzonych przepisów, z dokładnymi informacjami odnośnie dawkowania i działania. Tego mi brakowało.

zioła dla zdrowia dzieci


Największą zaletą książki są rozdziały z nazwami konkretnych dolegliwości, dzięki czemu szukanie czegokolwiek jest ekspresowe!, Tytuły typu "przeziębienie", "ból ucha", "gorączka u dziecka", "kolka niemowlęca" itp. mówią same za siebie.






Dzięki takiej organizacji możemy już wcześniej przygotować do domowej apteczki specyfiki na dolegliwości, na które często zapadamy. Autor bardzo dokładnie opisuje ich działanie i dawkowanie dla różnych grup wiekowych, nie tylko dla dzieci.

Muszę przyznać, że nie jestem osobą cierpliwą i nie sądzę, bym pokusiła się przy obecnym trybie życia na samodzielne zbieranie świeżych ziół w polach, czy wykonywanie tych bardziej skomplikowanych przepisów z książki. Na szczęście jednak ponad połowa receptur nie jest trudna i czasochłonna w wykonaniu. W większości przypadków wystarczają suszone zioła dostępne w aptekach oraz produkty z kuchni i spiżarni, takie jak miód, czosnek, woda z kiszonych ogórków. oleje, owoce sezonowe.

Oprócz przepisów na lecznicze mikstury, w książce znajdziemy także przepisy na zdrowe smakołyki wzmacniające odporność, takie jak twarożek z czosnkiem i dodatkami, słodki syrop przeciwkaszlowy z banana, prozdrowotny chleb ...



Jestem zafascynowana tą pozycją. Moim zdaniem to najlepsza praktyczna książka o ziołach, jaką miałam w rękach. Dodatkową jej zaletą jest szata graficzna.

Zdecydowanie - dzięki tej książce będę częściej i chętniej sięgała po zioła, bez strachu, że popełnię błąd.


Ciekawa jestem czy interesujecie się ziołami i przygotowujecie z nich domowe leki?
Jeśli tak, to z jakich przepisów korzystacie?

A może macie swoje ulubione zioła, z których korzystacie od lat?


Pozdrawiam,
Martyna


Jak pasteryzować bez cukru i innych słodzików – czyli janginizacja

Jak pasteryzować bez cukru i innych słodzików – czyli janginizacja

Jeszcze kilka lat temu myślałam, że jedynym sposobem na pasteryzowanie owoców na okres jesienno – zimowy jest zasypanie ich cukrem, by potem je gotować i zamknąć w słoiki. Słyszałam od mamy i babci, że bez cukru nie da się, bo cukier konserwuje i nie pozwala owocom skwaśnieć.  Wierzyłam im na słowo i zawsze doceniałam każdy słoik z domową konfiturą.

Jako fanka wszystkiego, co zdrowe od kilku lat eksperymentuję z zastępowaniem cukru w domowych przetworach ksylitolem lub erytrolem, co świetnie się sprawdza i bardzo je polecam! Te zastępniki cukru są oczywiście kilkukrotnie droższe od zwykłego cukru, ale naprawdę wolę delektować się kilkoma słoiczkami zdrowych konfitur, niż mieć tuzin tych z cukrem… (nie wspominam nawet o syropie glukozowo- fruktozowym, bo takie dla mnie nie istnieją…)

Dziś jednak o moim nowym odkryciu – janginizacji – czyli powolnym duszeniem owoców (lub warzyw) w ich własnym soku z dodatkiem szczypty soli, której zadaniem jest wydobycie naturalnej słodyczy z cukrów w nich naturalnie zawartych. Czy to nie jest genialne?

Uwierzcie mi – sól działa wręcz magicznie w wydobywaniu słodyczy (to jest niewiarygodne, naprawdę!)

zdrowa pasteryzacja bez cukru


Czego potrzebujemy?


  • Duży garnek z grubym dnem – by nie przypalić owoców
  • Szczypta soli na 1 kg owoców (szczypta, czyli dokładnie tyle ile możemy złapać między kciuk i palec wskazujący) – ja używam soli himalajskiej lub kłodawskiej
  • 1 kg owoców lub warzyw (dowolne – ważne, by nie były uszkodzone, koniecznie świeże)

Jak to zrobić?

1. Owoce (lub warzywa) myjemy i jeśli są duże kroimy
2. Wkładamy do garnka i rozgniatamy (ja to robię metalowym tłuczkiem do ziemniaków)
3. Gotujemy na małym ogniu dodając szczyptę soli na 1kg od czasu do czasu mieszając (jeśli bardzo przywierają można dolać nieco wody albo zmienić garnek na taki z jeszcze grubszym dnem) – gotuję do 1 godziny regularnie doglądając.
4. Gorące przetwory wlewamy do wyparzonych słoików, zakręcamy i pasteryzujemy jak zwykle.

Uwielbiam moje nowe odkrycie! Niewątpliwie jedną z jego zalet jest oszczędność J
Mój plan na tegoroczne pasteryzowanie owoców objął i obejmie zarówno janginizację, jak i dosładzanie zdrowymi słodzikami (szczególnie myślę tu o dżemach).

pasteryzacja bez cukru


Do czego przydać się mogą takie janginizowane owoce ze słoika?

Do codziennych owsianek, kaszek dziecięcych, do jogurtów naturalnych, by nadać im określony smak, do ciast, naleśników placuszków… do czego tylko dusza zapragnie! Na pewno zadowolimy i tych małych i dużych członków rodziny, przy okazji troszcząc się o ich zdrowie.


Ciekawa jestem jakie są Wasze sposoby na zdrową pasteryzację bez użycia cukru?

A może znaliście janginizację wcześniej i macie z nią dłuższe, niż ja doświadczenie?

Pozdrawiam,
Martyna




4 Tricki oszczędnościowe dla zdrowia i urody

4 Tricki oszczędnościowe dla zdrowia i urody

Bo w odpadkach tkwi potencjał! Czyli moje sposoby na ostateczne wykorzystanie niektórych produktów!

Wielokrotnie podkreślałam w moich tekstach i odpowiedziach na Wasze komentarze, że nie oszczędzam na zdrowiu. Jednocześnie jestem osobą bardzo gospodarną i nie lubię wydawać pieniędzy na „byle co”, ani też wyrzucać. Oprócz planowania posiłków, robienia zakupów w odpowiednich miejscach i stosowania tricków, o których pisałam już TU, mam jeszcze kilka małych sposobów, dzięki czemu maksymalizuję przydatność pewnych produktów. Oto one!

oszczędność zdrowie


1. Skórka po wyciśniętej cytrynie rano – najpierw szybko przecieram nią paznokcie i skórki wokół nich, a potem wkładam do zmywarki jako naturalny odświeżacz, o czym zresztą wspomniałam w TYM poście.

2. Zużyta kawa z ekspresu do kawy jako peeling – Kawowy peeling jest chyba najbardziej popularnym peelingiem świataJ. Do tej pory kupowałam najtańszą kawę specjalnie w tym celu. Wpadłamjednak na pomysł wykorzystywania zużytych fusów -mój ciśnieniowy ekspres do kawy zbiera do pojemniczka zbite fusy ze zmielonej kawy. Często wyjmuję jeden taki krążek (wystarcza w zupełności), rozdrabniam go i peelinguję ciało. Działa rewelacyjnie. Nie muszę kupować specjalnej kawy w tym celu, bo przecież mam zużyte kapsułkowe fusy…. Dodam, że wpadłam na to po 4 latach posiadania ekspresu.

3. Odpadki z sokowirówki do ponownego użycia – aż szkoda je wyrzucać, a sprawdzą się jako wypełniacz do kotletów wege (buraczane/ marchwiowe), albo do upieczenia z nich ciasta.

4. Wiórki kokosowe po „wydojonym” domowym mleku kokosowym – używam je dorzucając od razu do jogurtu naturalnego, czy owsianki jako dodatek, albo piekę ciasteczka np. zdrowe kokosanki.

Ciekawa jestem Waszych pomysłów na ponowne wykorzystywanie produktów, które teoretycznie nadają się do wyrzucenia…, a gdy się dobrze zastanowimy, tkwi w nich jeszcze ukryty potencjał.

Pozdrawiam,
Martynika


Copyright © 2017 by Koneserka Zdrowia