Jak zacząć rodzić naturalnie - 8 naturalnych sposobów

Jak zacząć rodzić naturalnie - 8 naturalnych sposobów

Większość kobiet w ciąży w pewnym momencie dochodzi do takiego momentu, kiedy zwyczajnie ma dość tego stanu i ... chce JUŻ! urodzić.

Bo ciąża, choć pięknym stanem jest, potrafi zmęczyć, szczególnie pod koniec, kiedy mamy wrażenie, że już toczymy się zamiast chodzić, że nie możemy schylić się, bo brzuch przeszkadza i tak dalej i tak dalej... 

A kiedy już wybija TEN MAGICZNY terminu porodu i nadal NIC! - czujemy się zdenerwowane i "siedzimy jak na bombie"... przynajmniej ja siedziałam... przez 10 dni, bo dopiero po takim czasie moja córka zdecydowała, że chce wyjść na świat. Dodam, że bardzo, ale to bardzo zależało mi na tym, by poród nie był wywoływany (nasłuchałam się i naczytałam o tych wszystkich balonikach i tak dalej... wiadomo..). 

Jestem przekonana, że gdyby nie sposoby, których próbowałam zawzięcie, regularnie i wytrwale, nic samo by się nie zaczęło...i zakończyło tak jak u mojej mamy w dwóch przypadkach, czyli długim i bolesnym wywoływaniem porodu właśnie. Miałam w głowie jej przypadek i początkowo wmówiłam sobie "obciążenie genetyczne"... byłam pewna, że i mnie to czeka...

jak wywołać poród

Zacznijmy od tego, że ciąża trwa 40 tygodni, ale za poród "w terminie" przyjmuje się te dwa tygodnie "przed" i dwa tygodnie "po". Czyli wszystko między 38 (a nawet 37) a 42 tygodniem jest normą i żaden lekarz nie wywoła porodu tak po prostu, jeśli wszystko jest w porządku. Zwyczajnie bierze się "poprawkę" na ten wyliczony w przybliżeniu termin.

Chciałabym dziś podzielić się z Wami sprawdzonymi przeze mnie sposobami, które mają na celu naturalnie wspomóc rozpoczęcie porodu. Dodam, że sposoby te nie mają charakteru porady medycznej

Jedynie zestawiłam sposoby, o których dowiedziałam się od położnych, mojej lekarki, a także z publikacji na ten temat i oczywiście porad przekazywanych "pocztą pantoflową". Ocenę, co jest skuteczne i bezpieczne pozostawiam Wam samym i Waszym lekarzom.

naturalne sposoby na rozpoczęcie porodu

pozycja krawca poród


  1. Olej z wiesiołka - jego działanie to zmiękczanie i zwiększenie elastyczności szyjki macicy. Ja w pierwszej ciąży zaczęłam przyjmować go w kapsułkach od 36 tygodnia regularnie, bo wiecznie przypominała mi o nim moja położna.
  2. Liście malin - herbatka na bazie suszonych liści malin pita dwa razy dziennie od około 36 tygodnia ciąży ma za zadanie wzmacnianie mięśni macicy, przez co ma sprawić, że skurcze podczas porodu będą skuteczniejsze. Piłam herbatkę przez cały ostatni miesiąc, jednak nie jestem w stanie stwierdzić na ile pomogła. Na pewno jest bardzo smaczna.
  3. Ananas - czyli kolejny naturalny produkt spożywczy wspomagający skurcze mięśni macicy, dzięki zawartości bromelainy, której najwięcej jest w tej włóknistej części ananasa. Sok z ananasa, produkty o jego smaku, ani też ananas z puszki nie są więc już skuteczne. Szczerze mówiąc, sama zjadłam ananasa kilkukrotnie pod koniec ciąży, jednak akurat ja nie odczułam jakiegoś spektakularnego działania.
  4. Joga - pozycja krawca - jestem pewna, że regularne wykonywanie tej właśnie asany, szczególnie w ostatnim miesiącu ciąży ogromnie wpłynęło na dobry przebieg porodu, a już na pewno na prawidłowe ustawienie dziecka i rozciągnięcie więzadeł miednicy. Bardzo, bardzo polecam!
  5. Wchodzenie i schodzenie ze schodów - czyli stary sposób:). Ważne, by wchodzenie i schodzenie było w miarę żywiołowe i rytmiczne, bo te rytmy właśnie mają uruchomić skurcze. Ja w ostatnich dwóch tygodniach ciąży pokonałam wiele schodów... wręcz chodziliśmy z mężem na spacery właśnie tam, gdzie spotkamy schody na swojej drodze.
  6. "Skakanie" na piłce do ćwiczeń - czyli zasada taka sama, jak w przypadku schodów, z tym że wygodniejsza, bo można skakać i kręcić biodrami na piłce w zaciszu własnego domu o dowolnej porze. Przyznam się, że oprócz codziennych "sesji" na piłce, gdy już zaczęły mi się skurcze, co było właśnie w domu, usiadłam na piłce i nie schodziłam z niej prawie do wyjazdu do szpitala.
  7. Gorące kąpiele - to była ostatnia rzecz, jaką zrobiłam przed wyjazdem na porodówkę, mając już skurcze. Nalałam pełniutką wannę gorącej wody "po pachy", która jeszcze bardziej rozluźniła mi ciało i wszystko rozkręciła. Wiem też, że taka gorąca kąpiel może pomóc rozpocząć akcję skurczową.
  8. Drażnienie brodawek piersiowych - choć może to wydawać się dziwne i niestety najmniej przyjemne, to działając w ten sposób wywołujemy wyrzut oksytocyny - hormonu odpowiadającego za akcję skurczową. Dowiedziałam się o tym zarówno na zajęciach szkoły rodzenia, jak i już na sali porodowej... W desperacji człowiek zdolny jest do wszystkiego, tyle powiem.

Przedstawiłam Wam sposoby, które przetestowałam sama na sobie, choć wiem, że jest ich o wiele więcej, to właśnie te do mnie przemówiły. Nie wiem, który zadziałał najlepiej, wydaje mi się, że najlepiej połączyć kilka i przede wszystkim działać regularnie.

A jakie naturalne sposoby na naturalne wywołanie porodu są Wam znane?
Czego próbowałyście? Co zadziałało, a co na pewno nie?

Pozdrawiam,
Martyna

Co jeść, a czego nie w chorobie ? - moje odkrycie

Co jeść, a czego nie w chorobie ? - moje odkrycie

Gdy zaczęłam przygodę ze zdrowym odżywianiem, wszędzie czytałam, że dieta potrafi wspierać proces zdrowienia, a nawet może być lekiem.

Uśmiechałam się pod nosem jak to wszystko tylko pięknie brzmi, a gdy już byłam chora wędrowałam po leki do apteki i na tym się kończyło. No, może pokusiłam się czasem o zrobienie rosołu, ale to było wszystko... Niby "na co dzień" odżywiałam się zdrowo, ale nigdy, przenigdy nie przyszłoby mi do głowy, że w czasie choroby czy przeziębienia to, co jemy ma aż takie znaczenie!

Oczywiście od kiedy zaszłam w pierwszą ciążę i zostałam mamą, "wsiąkłam w temat" bardziej i teraz, jako mama dwulatki i wkrótce drugiego dziecka mogę powiedzieć, że mam doświadczenie w tej materii i tak - z moich obserwacji widzę, że to, co jemy, a czego nie OGROMNIE wpływa na proces zdrowienia. 


jedzenie w chorobie


czego nie jeść podczas choroby


Co wykluczam z diety mojego dziecka i swojej, gdy tylko "coś zaczyna nas brać"?


*Zaznaczę, że cukru ani mleka w czystej postaci nie używamy praktycznie w ogóle niezależnie od choroby czy zdrowia, gluten też staram się ograniczać, ale jeśli chodzi o nabiał typu jogurty naturalne, sery i twarogi, to jemy praktycznie codziennie...


  • MLEKO I NABIAŁ

Czy wiecie, że w krajach Azjatyckich jednym z pierwszych zaleceń, jakie usłyszycie od lekarza przy chorobie jest wykluczenie nabiału właśnie na czas choroby? Mleko i produkty nabiałowe powodują nadmierną produkcję śluzu (wiedzą o tym szczególnie Ci, którzy cierpią na nietolerancje lub mają alergie pokarmowe...). A, że podczas infekcji tego śluzu wydziela się więcej (katary, kaszle itp) , nie ma sensu utrudniać organizmowi pracy... Dlaczego u nas nikt o tym nie mówi? Wręcz zaleca się wypijanie gorącego mleka przed snem... W moim domu odstawiamy nabiał wszelaki w infekcjach i katary szybko mijają :)


  • PSZENICA = GLUTEN

Znowu ten gluten nieszczęsny - powiecie... Ano niestety tak, bo gluten rozszczelnia jelita, czyli w skrócie umożliwia przedostanie się do krwi z powrotem tego, co powinno zostać z organizmu wydalone... W chorobie przecież zależy nam na wyrzuceniu z naszego ciała tego, co nas zakaża. Wyrzucenie glutenu na kilka dni ułatwi sprawę... Uwierzcie mi, rosół z kaszą jaglaną, zamiast z makaronem pszennym smakuje jeszcze lepiej (przynajmniej nam)!


  • CUKIER

Na cukier uważam codziennie, a podczas choroby szczególnie! Dlaczego - bo cukier to pożywka dla grzybów i bakterii, których przecież chcemy się pozbyć. Logiczne? Dla mnie bardzo!
Tylko dlaczego większość aptecznych syropów go zawiera? Nie mam pojęcia... Ja kupuję te bezcukrowe i mam problem z głowy;)

Jak widzicie są to tylko trzy produkty. Wykluczenie ich w okresie choroby bardzo przyspiesza proces zdrowienia.

Co więc intensywnie jemy w okresie choroby?


jakie jedzenie leczy



  • ROSÓŁ
Tutaj chyba nic pisać nie muszę, bo każdy ma wbite do głowy przez mamę i babcię, że jak choroba, to rosół, najlepiej gorący i pod pierzynę! Dobrze, żeby był bogaty - z kilku różnych mięs i dużą ilością warzyw. Ja dodaję jeszcze kurkumę i do wygotowania papryczkę chilli, duży ząbek czosnku i kawałeczek imbiru (potem wyciągam). Taki rosół ma moc! I moje dziecko też taki zjada! Dodam, że rosół spożywamy np. z kaszą jaglaną, a nie z pszennym makaronem.


  • KASZĘ JAGLANĄ
Dlaczego? Bo kasza pięknie osusza drogi oddechowe, czyli pomaga pozbyć się śluzu, a o to właśnie nam chodzi. Ja dodaję do rosołu, który w czasie infekcji jemy nawet 3 razy dziennie...


  • KISZONKI
Dlaczego? Bo uszczelniają jelita, czyli nie pozwalają wracać do krwi (przez jelita właśnie)wszystkiemu temu, co chcemy z organizmu wydalić.


  • CZOSNEK I CEBULĘ
Tutaj nie rozpisuję się... bo to naturalne antybiotyki, które dodatkowo odżywiają dobrą florę jelitową.


  • MASŁO KLAROWANE / OLEJ KOKOSOWY
Tłuszcze te działają jak balsam na gardło, dodaję do złotego mleka.


  • ZŁOTE "MLEKO" 
Czyli roślinne mleko z pastą kurkumową, miodem i którymś z powyższych tłuszczów. Kurkuma zabija wszystko, co złe;)


  • ROZGRZEWAJĄCE PRZYPRAWY
Mam tutaj na myśli cynamon i kardamon - dodaję je np. do śniadaniowej jaglanki czy owsinaki.


  • MIÓD i PYŁEK PSZCZELI
Miód na chore gardło to cudo! W okresie chorobowym pijemy na czczo codziennie z pyłkiem pszczelim, który niesamowicie regeneruje organizm.


  • SOK Z BURAKA
Czyli kolejne cudo, które nie dość, że zapobiega anemii, to jeszcze potrafi zwalczyć kaszel i odkwasić organizm.


  • HERBATA Z POKRZYWY Z IMBIREM
Pokrzywa i imbir to razem "kombo" antychorobowe. Uwielbiam! Moja córka jeszcze jest za mała na takie cuda, ale gdy dorośnie, na pewno jakoś ją przekonam. Tutaj więcej o rozgrzewających napojach na odporność.


  • NAPAR Z CZYSTKA
I ostatnia pozycja, która stoi w mojej szafce jako specyfik, który wymiata z organizmu bakterie i wirusy "jak miotła"...czyli czystek. Niestety muszę się Wam przyznać, że nie za bardzo lubię jego smak;)


Tak, wiem, że zaraz usłyszę w komentarzach, że swoim dzieciom takich produktów to Wy nie wciśniecie... uwierzcie mi jednak, jeśli w Waszym domu nie będzie reklamowanych w TV "uzdrawiających lizaków i żelek", to dzieci zwyczajnie chwycą po to, co postawicie im przed nosem;)



A jak jest u Was? Stosujecie "dietę w chorobie". czy w ogóle się tym nie przejmujecie?


Zapraszam też na mój wpis sprzed roku na temat Naturalnych produktów zwiększających odporność organizmu, a także zachęcam do włączenia ziół w leczeniu, o czym możecie przeczytać w TYM POŚCIE


Pozdrawiam,
Martyna
Co suplementuję w ciąży i dlaczego nie kupuję gotowych zestawów

Co suplementuję w ciąży i dlaczego nie kupuję gotowych zestawów

Kiedy dwa lata temu zaszłam w pierwszą ciążę, usłyszałam od pewnej pani doktor słowa, które delikatnie mówiąc zwaliły mnie z nóg...

Powiedziała mi wtedy, żebym nie kupowała popularnych suplementów diety dostępnych w aptekach, bo niepotrzebnie najem się chemii, a moje dziecko urośnie do rozmiarów słonia i będę miała problem z urodzeniem go...

"No to co ja mam teraz zrobić?" - takie pytanie oczywiście nasunęło mi się od razu.

jakie suplementy w ciąży


Ostatecznie - zostałam dokładnie przebadana i przepisane mi zostały oddzielne suplementy "szyte na moją miarę", a nie dla ogółu. Również teraz, w ciąży numer dwa stosuję taki sam sposób suplementacji i nie kupuję nic typowo dla kobiet w ciąży.

Wracając do słów lekarki - najbardziej przestraszyłam się oczywiście przedawkowania, przedobrzenia, przesadzenia po prostu. Nieraz zdarzyło mi się przesadzić z dodawaniem nawozu do kwiatów i nie kończyło się to dobrze, więc w przypadku ciąży miałam tym bardziej obawy...
Nie wspominając o rodzeniu słonia..., który mimo zgłębienia wiedzy na temat suplementacji ciągle pojawiał się w mojej głowie...

Nie czekając więc, sama zaczęłam zgłębiać temat.


Co więc i w jakich ilościach na dobę powinnam brać w ciąży, by nie narobić sobie niedoborów i urodzić zdrowe dziecko?? 

  • Kwas foliowy - 0,4mg
  • Witamina D3 +K2 MK7 - 2000 jednostek (50mcg)
  • KWASY TŁUSZCZOWE Omega-3 (EPA i DHA) - 600mg
  • Magnez - 200 - 1000mg na dobę
  • Jod - 200mg
  • Żelazo - 30mg

  • Probiotyki - które z założenia nie są składnikiem popularnych "zestawów ciążowych" należy przyjmować osobno. Najlepiej takie, które zawierają kilka szczepów bakterii.

jakie witaminy w ciąży


Kiedy przeanalizowałam dostępne na rynku witaminowe kompleksy dla kobiet w ciąży, zauważyłam, że 
- po pierwsze nie zawierają one wszystkich powyższych składników w zalecanych ilościach, 
- a po drugie mają w sobie mnóstwo niepotrzebnych wypełniaczy, o których wspomniała moja lekarka. Zerknijcie z ciekawości na suplement, który chcecie zakupić lub przyjmujecie akurat.

Bardzo zachęcam Was do zajrzenia na blog Dziewczyna Informatyka, w którym autorka świetnie przeanalizowała kilkanaście dostępnych, popularnych suplementów dla kobiet w ciąży.
Jak na dłoni widać, że nie sposób znaleźć "kupnego gotowca", który będzie zawierał zalecane dawki powyższych składników...


Wracając do historii o "urodzeniu słonia" przez suplementowanie, zapytałam z ciekawości moją lekarkę o co jej chodziło. Odpowiedziała, że wiele kobiet niestety decyduje się na przyjmowanie kilku suplementów- zestawów jednocześnie, co nie jest oczywiście zalecane...

Analizowałyście kiedyś swoje suplementy ciążowe?
Ciekawa jestem jak to jest u Was - zażywacie gotowe zestawy apteczne, czy raczej "skrojone na miarę" pod siebie?

Pozdrawiam,
Martyna


*Niniejszy artykuł nie jest poradą medyczną, stanowi spis moich osobistych doświadczeń i samodzielnie zdobytej wiedzy.

Źródła:
https://www.1000dni.pl/recipes/poradnik-zywienia-dla-kobiet-w-ciazy.pdf



Pikantna pasta z awokado

Pikantna pasta z awokado

Jakiś czas temu podzieliłam się z Wami przepisem na łagodną pastę z awokado, która jest idealna dla wszystkich członków rodziny, nawet dla niemowlaka. Przepis znajdziecie TU.

Dzisiaj przychodzę z czymś zdecydowanie nie dla dzieci ze względu na pikantny charakter pasty, który daje połączenie pieprzu cayenne i czosnku. Żaden z tych składników nie nadaje się do ominięcia, bo to już nie będzie to samoJ. Oto przepis na pastę z awokado dla fanów pikantnych smaków.

pikantna pasta awokado

pasta do chleba z chilli


Czego potrzebujemy?
  • 1 dojrzałe duże awokado
  • 1 duży lub 2 małe ząbki czosnku
  • Sok z połówki cytryny
  • Sól (najlepiej himalajska)
  • Pieprz cayenne lub tabasco (ilość wedle upodobań)

jak zrobić pastę z awokado do chleba


Jak to zrobić?

Awokado rozdrabniamy przy pomocy widelca tak, by powstała w miarę gładka pasta. Dodajemy sok z cytryny, sól himalajską, pieprz cayenne i przeciśnięty przez praskę czosnek. Odstawiamy do lodówki na pół godzinki żeby składniki przegryzły się.
Pastą smarujemy świeże chrupiące pieczywo, grzanki lub np. wafle ryżowe. Ja lubię spożywać bez dodatków lub z plastrem jaja na twardo i świeżego pomidora. Mniam! I na zdrowie!


pasta z awokado i chilli


Pozdrawiam,

Martyna
Joga w ciąży - co daje - moje doświadczenia

Joga w ciąży - co daje - moje doświadczenia

Kiedyś przypadkowo usłyszałam, jak ktoś skwitował jogę jednym zdaniem - " joga?... aha, te ćwiczenia dla kobiet w ciąży do rodzenia..."
Jako fanka jogi zaśmiałam się w duchu, a z racji, że temat ciąży nie interesował mnie wtedy, toteż nie zgłębiałam tematu. 
Jakiś czas temu napisałam nawet posta Joga - jak zacząć i dlaczego warto.

Gdy zaszłam w ciążę numer jeden przeszukałam cały internet w poszukiwaniu ćwiczeń dla tego stanu. Znalazłam wiele, jedne od razu odrzuciłam, inne stały się ulubieńcami, które "odkurzyłam" w ciąży numer dwa. Wśród kilku rodzajów ćwiczeń ciążowych, joga jest moim niezmiennym faworytem i zawdzięczam jej bardzo wiele... o tak!

co daje joga w ciąży


joga w ciąży


Co mi dała joga w ciąży?

  1. Dobre ustawienie dziecka w pozycji główkowej - doświadczyłam tego całkiem wcześnie zarówno w pierwszej, jak i teraz, drugiej ciąży (opinia lekarza - tu cytat: " Te Pani dzieci, to szybciutko pięknie ustawiają się do porodu"). 
  2. Pomogła wywołać poród naturalnie - urodziłam 10 dni po terminie, bez sztucznego wywoływania (och, jak bardzo tego nie chciałam!). W ostatnim okresie ciąży kilka razy w ciągu dnia wykonywałam "pozycję krawca", dzięki której dziecko obniżało się cisnąc głową w dół zgodnie z przyciąganiem ziemskim - swoją drogą - niesamowite uczucie!
  3. Nauczyła dobrze oddychać przeponowo podczas wysiłku - a to bardzo ważne przy akcji porodowej. Bo możemy doskonale oddychać przeponą siedząc na kanapie, jednak podczas wysiłku fizycznego to zupełnie inny wymiar umiejętności.
  4. Regularnie rozluźniała wygięty kręgosłup - gdyby nie joga, mój biedny kręgosłup nie wytrzymałby tego wszystkiego, jestem pewna, bo doświadczyłam bólu pleców...  zawsze po ćwiczeniach czułam się wspaniale rozluźniona, szczególnie w okolicach krzyża.
  5. Uelastyczniła i rozluźniła pachwiny i więzadła - ostatecznie nacięcia nie uniknęłam, ale wszystko zagoiło się ekspresowo i bezboleśnie. Elastyczność, na którą zapracowałam miała na to wpływ.
  6. Nauczyła świadomego regulowania oddechu - ta umiejętność bardzo przydała mi się podczas akcji porodowej, dzięki niej udało się zminimalizować ból i uniknąć znieczulenia.
  7. Dotleniała cały organizm i noszoną ciążę - dzięki regularnym ćwiczeniom nie spotkały mnie obrzęki i czułam, że każda komórka mojego ciała jest dotleniona.
  8. Sprawiła, że poczułam świadomość ciała - może to zdanie brzmi jak abstrakcja, ale tak właśnie jest. Jeśli nie spróbujesz, nie będziesz wiedziała o co chodzi, tego nie da się opisać :)

rozciąganie w ciaży


Jak widzicie, ja zawdzięczam jodze bardzo dużo - łatwy i w miarę szybki poród bez znieczulenia i szybkie dojście do siebie po wszystkim. Jeśli tylko stan zdrowia Wam na to pozwala - spróbujcie, nawet mimo sceptycznego nastawienia. W ciąży wszystko się zmienia i jeśli do tej pory patrzyłyście na jogę, jak na nudną aktywność, to jestem pewna, że zmienicie zdanie.


Jeśli temat Was zainteresował - zachęcam do zerknięcia na 5 zasad podczas ćwiczeń w ciąży, których przestrzegam, a także moich Ulubionych ćwiczeń w ciąży na YouTube i DVD

Pozdrawiam,
Martyna
Deser Monte - zdrowy przepis

Deser Monte - zdrowy przepis

Monte to jeden z tych deserów- rarytasów z dzieciństwa, po których zjedzeniu zawsze patrzyliśmy z bratem na siebie jednoznacznym spojrzeniem - "tak, chcemy jeszcze jedno opakowanie" :P.

Wtedy niestety (przypuszczam, że z uwagi na cenę, bynajmniej świadomość żywieniową!), a teraz z perspektywy na szczęście (dla naszego zdrowia!) rodzice kupowali nam Monte bardzo, bardzo rzadko. Kubeczki były małe, zawsze szybko się kończyły, a my oczywiście chcieliśmy jeszcze! Dlaczego nikt z domowników nie wpadł na to, by spróbować "podrobić" ten smak samemu? Chyba dlatego, że nie była Instagrama.... nie ważne:P

Upodobanie do kremowo- czekoladowo- orzechowego połączenia smakowego zostało w mojej głowie do dziś. Czyżby w Waszej też....? Powiedzcie, że tak... :)

O składzie słynnego kupnego deserku nawet nie wspominam... od dawien dawna takich rzeczy nie jadam i nawet nie mam zamiaru pokazywać ich mojemu dziecku... Dlatego jako "ta idealna matka" troszcząca się o kształtowanie dobrych nawyków żywieniowych mojego dziecka (swoich i męża też przy okazji!) kombinuję zdrowsze opcje.

Dziś zainspirowałam się przepisem Agnieszki , zmodyfikowałam, podrasowałam "pod mój smak" i tak oto prezentuję Wam:


Domowe MONTE - deser dzieciństwa

zdrowe monte


  • 1 duży jogurt grecki
  • 3-4 łyżki zmielonych orzechów laskowych
  • 3 łyżki syropu klonowego lub z syropu z agawy/ daktylowego
  • ekstrakt waniliowy (domowy)
  • szczypta suszonej wanilii
  • 3 łyżki kakao
  • orzechy laskowe - garść lub dwie (zmielić część, zostawić kilka do dekoracji)

  1. Jogurt grecki dzielimy na pół, będziemy przygotowywać warstwę jasną i ciemną.
  2. Warstwa jasna, słodsza: mieszamy jogurt ze słodzidłem (2 łyżki) i  ekstraktem waniliowym i wanilią.
  3. Warstwa ciemna, mniej słodka: mieszamy jogurt ze słodzidłem (1 łyżka) , kakao i zmielonymi orzeszkami laskowymi.
  4. Przelewamy naprzemiennie obie warstwy do naczynia, dekorujemy.
fit deser monte

jak zrobić monte w domu



Smacznego!



A jakie znane, kupne deserki Wy przerabiacie na zdrowsze we własnej kuchni?


Pozdrawiam,
Martyna
Czego nie można jeść w ciąży - mity

Czego nie można jeść w ciąży - mity

Kiedy tylko zaszłam w ciążę numer jeden zewsząd posypały się rady (o które de facto wcale nie prosiłam!), czego to ja na NIE POWINNAM jeść...

Z perspektywy czasu, gdy o tym myślę, dziwne wydaje mi się, że od nikogo nie usłyszałam co właśnie powinnam jeść, bo to będzie mi służyło... Wszyscy jak jeden mąż skupiali się na zakazach... Też tak miałyście? Czy to tylko moje spostrzeżenie???


czego nie można pić w ciąży



I tak oto zasiadłam ja -  przyszła matka polka zdrowo żyjąca, przed komputerem i zadałam tytułowe pytanie wujkowi googlowi...
Im bardziej zgłębiałam temat, tym bardziej przekonywałam się, że nie powinnam jeść NIC... bo jednej takiej zaszkodziło to, a innej tamto... któraś z kolei "słyszała od córki koleżanki teściowej, że..." i tak dalej i tak dalej... Kiedyś zabobony powtarzano "pocztą pantoflową", dziś rolę przejęły fora internetowe...


zakazane w ciąży


Jakich więc absurdalnych porad nasłuchałam się, co do jedzenia w ciąży?
Dodam, że wszystkie poniższe produkty zweryfikowałam w rozmowach z moimi lekarzami i położnymi.

NIE PIJ / NIE JEDZ MALIN

Ta rada została mi udzielona, gdy złapałam jakieś przeziębienie i oczywiście leczyłam się domowymi specyfikami typu soczek malinowy, bo oczywiście jeśli chodzi o popularne farmaceutyki, mamy ograniczone pole... wiadomo.

Miałam nie pić soku malinowego, nie jeść malin "za dużo" (co to w ogóle znaczy?!?), bo to niby przyspieszy poród..., najlepiej w ogóle ich nie dotykać, tak na wszelki wypadek...

Oczywiście informacja okazała się nieprawdziwa. Ci, którzy "doradzali" byli zwyczajnie niedoinformowani... Bo nie chodzi o owoce malin, które można spożywać do woli, ale o liście malin, które stosuje się do sporządzania naparu pod koniec ciąży, by pobudzić macicę do skurczów...
Ot, taka mała różnica... owoce, czy liście - żadna... a Ty kobieto ciężarna męcz się i profilaktycznie lepiej nie jedz.... 

NIE JEDZ JAJKA NA MIĘKKO, BO DOSTANIESZ SALMONELLI

Zacznijmy od tego, jak możemy zarazić się salmonellą? Przez kontakt ze skorupką jaja zanieczyszczoną zarażonym kałem... I prawdą jest, że już przez sam kontakt z jajem, jest szansa zarażenia. Wystarczy jajka dobrze umyć / sparzyć, zanim zabierzemy się za obróbkę. A to, czy zjemy je na miękko, twardo czy jeszcze inaczej nie ma żadnego wpływu na zakażenie.

Dodam tutaj, że jajka są bombą zdrowia. Mówi się przecież, że jaja to życie! Prawda jest taka, że to właśnie jaja na miękko są najbardziej odżywcze, bo nie "zabijamy" wartości odżywczych w żółtku, jak w przypadku gotowania na twardo.

NIE PIJ KAWY

Nadmiar kofeiny szkodzi - to oczywiste, bez względu na to, czy jesteśmy w ciąży, czy nie.
Wszystko zależy od tego, jak na kawę reagujemy. Ja jestem niskociśnieniowcem i każdego dnia dobra, naturalna kawa to ważny punkt dnia! A jak mój lekarz skomentował, gdy zapytałam o kawę w ciąży? 
Cytat: "Najważniejsze, żeby się Pani dobrze czuła, chyba lepiej podwyższać ciśnienie w ten sposób, niż lekami, albo żeby głowa Panią bolała..." - i tego się trzymam!

NIE JEDZ SERÓW PLEŚNIOWYCH

W czym jest problem? Tradycyjne sery pleśniowe produkowane są z mleka niepasteryzowanego, które jest niebezpieczne dla kobiet w ciąży ze względu na ryzyko salmonelli czy listerii.
Nigdy nie zapomnę spojrzenia mojego lekarza, gdy go o to zapytałam... Oświecił mnie wtedy, że sery z popularnych marketów, w których robimy zakupy robione są z mleka pasteryzowanego, a to wszystko wyjaśnia... Wystarczy spojrzeć na opakowanie i upewnić się, że tak jest. Praktycznie 99% popularnych  serów pleśniowych w sklepach wytwarza się z mleka pasteryzowanego, które jest bezpieczne.
A pleśń, którą też straszą, że niekorzystna dla płodu...? Nie jest szkodliwa, podobnie jak bakterie w kefirach, maślankach itp... Byłam szczęśliwa, gdy to usłyszałam, bo sery pleśniowe uwielbiam!

NIE JEDZ NICZEGO OSTREGO

I tutaj znów zacytuję Wam komentarz mojego lekarza: "A co z kobietami w Indiach, Meksyku...one rodzą zdrowe dzieci i ciągle jedzą bardzo pikantnie...niech Pani już nie wymyśla, tylko jak lubi, to je, a jak nie to nie" ... O więcej nie pytałam :P

NIE JEDZ SUSHI

I znowu w tym przypadku - jakaś zasłyszana informacja. Ktoś COŚ usłyszał, ale do końca sam nie wie o co chodzi i bezmyślnie powtarza dalej... 
Chodzi tylko i wyłącznie o jeden składnik sushi - surową rybę... Bo surowizny w ciąży bezapelacyjnie spożywać nie można (salmonella, listeria, ecoli...). Ale przecież można zamówić sushi z rybą smażoną/ pieczoną, albo wegetariańskie i  problem z głowy;). Niewiedza i uogólnienia są najgorsze...

To chyba wszystkie porady, które usłyszałam będąc w ciąży. Na szczęście poszłam po rozum do głowy i nie wierzyłam w nie bezmyślnie, tylko zweryfikowałam. 
Wszystkie powyższe produkty spożywałam, urodziłam zdrowe dziecko i ogólnie - żyjemy!


Czy Wy też odnosicie takie wrażenie, że w naszym kraju istnieje jakiś mit, że kobieta ciężarna powinna ze wszystkiego rezygnować "tak na zaś". Zaczynając na jedzeniu, a na różnych aktywnościach kończąc...

Jakie są Wasze doświadczenia?


Pozdrawiam,
Martyna
Copyright © 2017 by Koneserka Zdrowia